Młodość | Linn Skaber, Lisa Aisato
Dorośli mówią, że człowiek nie potrzebuje wielu przyjaciół, wystarczy jeden. Czy ktoś ma numer do tego Jednego?
Dorośli mówią, że człowiek nie potrzebuje wielu przyjaciół, wystarczy jeden. Czy ktoś ma numer do tego Jednego?
Do kiosków trafiła ekskluzywna kolekcja książek. Fani fantastyki i horrorów bez wątpienia będą ukontentowani! Nowa kolekcja to bowiem nie tylko powieści, które na zawsze przeszły do historii literatury, ale również przepiękne wydania, w których na pierwszy rzut oka widać dbałość o każdy, nawet najmniejszy, szczegół!
Pozwól mistrzom horroru i fantastyki poprowadzić się przez najciemniejsze zakamarki ludzkiej duszy. Udaj się na największe literackie przygody, odwiedź miejsca, w których czai się zło. Odkryj nieznane obszary kosmosu, poznaj tajemniczych mieszkańców Księżyca i wybierz się w podróż na sam skraj przyszłości.
Poznaj dzieła, które na zawsze przeszły do historii literatury i które do dziś stanowią inspirację dla twórców horrorów, fantastyki i sci-fi!
W Kolekcji znajdują się dzieła między innymi:
Co wyróżnia tę Kolekcję?
Kolekcja dostępna jest stacjonarnie w kioskach, ale zdecydowanie bardziej opłaca się zdecydować na prenumeratę. Dlaczego? Nie dość, że od trzeciego tomu książki w prenumeracie są tańsze, a powieści będą przychodziły bezpośrednio do domu (nie będzie więc trzeba polować na nie w kioskach) to w dodatku prenumeratorzy otrzymają wyjątkowe prezenty — grafiki nawiązujące do okładek, kubek, notes, podpórki do książki, a to wszystko utrzymane w klimacie grozy.
Jeszcze nie odmieniła swojego życia, ale zaczęła już nad tym pracować. Zgodnie z wolą wszechświata przepoczwarzała się. Pewnego dnia, już niedługo, zamieni się w pięknego motyla i od tej pory będzie robić tylko to, co fajne, bez względu na fakt, czy te rzeczy zostały przez nią wcześniej zaplanowane, czy też nie. Wystarczyło tylko trzymać się listy.
.png)
Chloe Brown cierpi na przewlekłą chorobę. Gdy w wyniku nieszczęśliwego wypadku niemal straciła życie (można by polemizować, czy rzeczywiście tak się sprawy miały), postanowiła sporządzić listę, która ma jej pomóc żyć pełną piersią. Mogłoby się wydawać, że odhaczanie kolejnych punktów z listy nie będzie sprawiało większego problemu, jak się jednak później okazuje, Chloe potrzebuje wsparcia w realizacji swoich planów, a na jej drodze staje wręcz stworzona do tego osoba.
Uwielbiam motyw listy marzeń/ pragnień w książkach, więc gdy okazało się, że fabuła tej książki kręci się wokół takiej listy, byłam przeszczęśliwa!

Już po przeczytaniu pierwszej strony wiedziałam, że będę się świetnie bawić. Nie myliłam się! Zacznij żyć, Chloe Brown to cudowna komedia romantyczna, która nie dość, że bawi (ileż ona wywołała uśmiechów na mojej twarzy!), to jeszcze dotyka ważnych tematów, co jest dla mnie bardzo ważne w literaturze obyczajowej. Uwielbiam, gdy za daną historią stoi jakaś wartość. A tutaj bezsprzecznie się ją dostrzega. Talia Hibbert nie podążyła za tak popularnym schematem, jakim są wyidealizowani (zwłaszcza fizycznie) bohaterowie, zamiast tego stworzyła postaci, w których największa wartość płynie z wnętrza, prosto z serca. Potrzeba jednak czasu, by ich dobrze poznać, oboje są bowiem zadziorni, charakterni i nie pokazują od razu swojego prawdziwego oblicza. Śledzenie rozwijającej się znajomości Chloe i Reda było niezłą zabawą, zwłaszcza że początkowo pałali do siebie niechęcią, co i tak nie pokonało chemii, jaka między nimi się wytworzyła!
Napięcie, które narastało między nimi przez cały wieczór, coraz trudniej było ignorować. Delikatne nowo narodzone zaufanie tylko umacniało chemię i jeszcze bardziej rozpalało pożądanie.
Przełamywanie swoich słabości, życie z przewlekłą chorobą, radzenie sobie z traumami, próba życia na własnych zasadach i korzystanie z niego pełną piersią – to wszystko podane w przyjemnej formie, okraszone nutką erotyzmu i humoru znajdziecie w Zacznij żyć, Chloe Brown. Niezwykle ciepła, zabawna i inspirująca do działania książka!
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Czwarta Strona.
To niesamowite, jak ktoś może cię poruszyć, nawet jeśli znasz go przez krótką chwilę. I jak może cię zmienić, zostawić po sobie niezatarty ślad.
Z okazji niedawnej premiery Uśpionych namiętności zadałam Ani kilka pytań. Mam nadzieję, że rozmowa Wam się spodoba. Miłej lektury. ☺
Uśpione namiętności miałam przyjemność przeczytać już jakiś czas temu. Jeśli nie znacie tej powieści, koniecznie nadróbcie zaległości! Każdy z nas ma mniejsze lub większe pragnienia, marzenia, namiętności. Uśpione namiętności... które drzemią w nas, czekając na chwilę, aż odważymy się je spełnić. Izabelle, główna bohaterka tej powieści, miała takich namiętności wiele, jednak przez większość jej życia pozostały one niespełnione. Kobieta bowiem poświęciła się w pełni mężowi i dzieciom. Zawsze pozostawała w cieniu. Porzuciła realizację swoich marzeń, a na pierwszym miejscu postawiła rodzinę... Przełomowym momentem w jej życiu był dzień, w którym w końcu odnalazła w sobie siłę, by wyrazić swoje zdanie, by obudzić uśpione namiętności i zawalczyć o siebie.
Po dłuższej przerwie (ponad półrocznej!) postanowiłam odkurzyć bloga. Długo zastanawiałam się, czy go nie zawiesić, większość bowiem osób twierdzi, że blogi pod naporem mediów społecznościowych po prostu umierają... Ale ja lubię to miejsce, które kilka lat temu stworzyłam. Pamiętam, że gdy naszła mnie myśl o założeniu bloga, mój wewnętrzny krytyk podpowiadał, że to się nie uda, a nie udać mogło się z wielu powodów. Mogłam stracić zapał po kilku dniach (to u mnie było kiedyś typowe), mogłam nie mieć czasu na regularne publikacje lub szukać wymówek, by tego czasu nie znaleźć. Mogło się również okazać, że nikt nie będzie chciał czytać tego, co napiszę.
Tak się jednak nie stało.
Żadne z powyższych przytyków mojego wewnętrznego krytyka się nie ziściło. Przynajmniej na początku. Bo później rzeczywiście bywało z tym różnie (stąd właśnie ta półroczna przerwa). Doszłam jednak do wniosku, że spędziłam wiele godzin na tworzenie maobmaze.pl, poświęcałam mnóstwo czasu na pisanie recenzji książek, czy tworzenie zapowiedzi książkowych, dlatego daję sobie jedną szansę i na własnej skórze chcę się przekonać, czy rzeczywiście blogi umierają. A właściwie czy mój pożegna się z tym łez padołem.
Postanowiłam pisać więcej postów okołoksiążkowych (niebędących recenzjami) oraz wpisów o Bullet Journalu, który prowadzę od ponad roku. Będą różne zestawienie, pojawią się może prezentowniki. Szczerze powiedziawszy, nie mam jeszcze konkretnego planu — ciągle się zastanawiam, ile tygodniowo publikować postów i czy założyć newsletter. Jedno jest pewne — WRACAM. Daję sobie czas do końca bieżącego roku na sprawdzenie, czy odkurzenie bloga było dobrym posunięciem. ☺
To już trzeci wpis na moim blogu dotyczący współprac z wydawnictwami. W pierwszym poście z 2018 roku opisałam swoje początki i podpowiedziałam, jak rozpocząć współprace. Odpowiedziałam wtedy również na pytania, które dostałam na Instagramie.
Po dwóch latach napisałam kolejny post. Wtedy jednak podzieliłam się również swoimi przemyśleniami odnośnie do współprac z wydawnictwami, które nasunęły mi się po kilku latach. Wtedy również odpowiedziałam na pytania, zadane mi na Instagramie.
Wracam do Was z trzecią częścią! Co prawda wszystko, co napisałam w poprzednich postach jest aktualne, ale uważam, że temat współprac (zarówno barterowych jak i komercyjnych) jest niewyczerpalny. Dlatego odpowiem na kolejną porcję pytań, zostawionych ostatnio w mojej Instagramowej skrzyneczce.
Zacznijmy od tego, jaka różnica jest między współpracą barterową a komercyjną.
We współpracy barterowej otrzymujemy w ramach wynagrodzenia produkt (w naszym przypadku jest to książka), natomiast we współpracy komercyjnej/płatnej dostajemy wynagrodzenie pieniężne, poprzedzone zawarciem umowy o dzieło lub umowy zlecenie (jeśli ktoś ma firmę, to może wystawić po prostu fakturę. Na tym szczerze powiedziawszy się nie znam, bo firmy nigdy nie prowadziłam ☺). W ramach współpracy komercyjnej oprócz wynagrodzenia dostajemy również książkę, bo jest to w końcu nasze narzędzie, bez którego nie moglibyśmy wykonać zlecenia.
Gdy tę kwestię mamy za sobą, przejdźmy do pytań.
↞ ••• ↠
• Kiedy samemu próbować płatnych współprac i jak zacząć?
Myślę, że wszystko zależy od tego, czy masz zbudowaną zaangażowaną społeczność. Trzeba pamiętać, że wydawnictwo to biznes jak każdy inny — płatna współpraca musi się wydawnictwu po prostu opłacać. Jak zacząć? Jeśli czujesz, że to odpowiedni moment na to, by zaproponować wydawnictwu współpracę komercyjną, po prostu to zrób. O tym, co moim zdaniem powinien zawierać mail z propozycją płatnej współpracy, napisałam poniżej.
• Co napisać w mailu o płatną współpracę?
Stawiam zawsze na minimalizm. Wiem, że wydawnictwa codziennie dostają wiele maili, więc szanując czas osoby, do której zwracam się z propozycją współpracy, piszę krótko, zwięźle i na temat, czyli — przedstawiam się, podaje tytuł książki, jaki chcę zrecenzować i przedstawiam ofertę, czyli jaką formę promocji oferuję w zamian za otrzymanie książki lub wynagrodzenia (w zależności jaką formę współpracy oferuję — płatną czy barterową). Zostawiam również linki do miejsc, w których publikuję recenzje.
• Jakie są stawki dla początkujących? Ciężko samemu określić jak nie ma się pojęcia, ile cenią się inni.
Myślę, że nie ma co patrzeć na "innych", niemal każdy bowiem zaczynał od małych kwot. Ja zaczynałam od 100 złotych, z biegiem czasu zwiększałam stawki. Nie powinno się też zniechęcać, gdy wydawnictwo odmówi takiej współpracy — mogą nie mieć już budżetu na promocję książki, która Cię interesuje, lub mogą po prostu w tym momencie nie być zainteresowani współpracą z Tobą. Też kilka razy spotkałam się z odmową, nie raz też płatna współpraca przeszła mi obok nosa, bo nie byłam daną powieścią zainteresowana, albo wiedziałam, że nie mam przestrzeni na kolejne działania i najzwyczajniej w świecie nie będę miała czasu na wywiązanie się ze zobowiązań.
• Co zrobić, gdy wydawcy odmawiają płatnych współprac?
Zastanowić się, dlaczego tak się dzieje. Nie zapominajmy, że wydawnictwo to biznes jak każdy inny. Jeśli płacą komuś za promocję, chcą mieć pewność, że przyniesie ona oczekiwane skutki. Może Twoja społeczność nie jest wystarczająco zaangażowana? Powodów może być wiele, ale nie poddawaj się! Przeanalizuj swoje konto i szczerze zastanów się, nad czym mogłabyś popracować. Ja również na początku dostałam kilka odmów odnośnie do płatnej współpracy. Zrozumiałam, że nie był to odpowiedni czas, recenzowałam dalej w barterze, by po jakimś czasie znów spróbować nawiązać płatne współprace.
• Czy muszę mieć jakąś baz recenzji na blogu/Instagramie?
Zdecydowanie tak. Osoba odpowiadająca za promocję w wydawnictwie musi wiedzieć, jakie recenzje piszesz, jakie robisz zdjęcia, a co za tym idzie, co jesteś w stanie jej zaoferować w ramach współpracy.
• Współpracujesz teraz tylko za pieniądze?
Nie. W dalszym ciągu zdarza mi się współpracować również w barterze. ☺
• Czy przy płatnych współpracach trzeba pisać tylko pozytywne recenzje?
Nie! Owszem, kilka razy zdarzyła się sytuacja, w której dostałam propozycję płatnej współpracy, ale najpierw zostałam poproszona o przeczytanie książki. Wydawca chciał mieć pewność, że zapłaci za promocję, a nie antyreklamę. W momencie, gdy książka nie spełniła moich oczekiwań, po prostu nie podpisywaliśmy umowy. Jednak było takich sytuacji tak mało, że na palcach jednej ręki mogłabym je policzyć.
• Na co ma zwrócić uwagę początkujący recenzent?
Na moje pierwsze dwa posty odnośnie do współprac ☺. Jest tam wszystko, co warto wiedzieć przed rozpoczęciem współpracy. Pierwsza część jest tutaj, a druga tutaj.
• Jak wydawcy zapatrują się na współprace z osobami mieszkającymi za granicą?
Jedni nie mają problemu z wysyłką książek za granicę, inni w ogóle tego nie praktykują. Myślę, że wszystko zależy od osobistych ustaleń. Warto zawsze zapytać o możliwość wysyłki książki za granicę. Jeśli natomiast chodzi o współprace płatne, trzeba dowiedzieć się, co należy zrobić pod względem prawnym przed podpisaniem takiej umowy. Zapewne każdy kraj ma inne przepisy regulujące tego typu współprace zagraniczne.
• Jak stworzyć własną ofertę dla wydawnictw, w jakiej formie, co zawrzeć, jak to ładnie ująć?
Kiedyś zrobiłam ładną wizualnie propozycję płatnej współpracy wraz z moimi aktualnymi statystykami, cennikiem, działaniami promocyjnymi itp. Nie sprawdziło się to — musiałam dołączać cennik w formie pdf w załączniku, co było nieporęczne i dla mnie (czasami zapominałam go załączyć i musiałam dosłać go w drugim mailu) i dla osób pracujących w wydawnictwach. Poza tym musiałam często go edytować, bo liczba obserwatorów stale się zmieniała.
Dlatego teraz wysyłam prostego, przejrzystego maila i myślę, że każdy jest zadowolony. W przypadku płatnych współprac oferuję dwa, trzy pakiety, które różnią się cenami, ale także działaniami promocyjnymi, jakich jestem w stanie się podjąć (mniejszy pakiet = mniej działań).
• Dużo zarabiają więksi bookstagramerzy?
Owszem "więksi" blogerzy za swoją pracę dostają wysokie wynagrodzenia, a składa się na to wiele czynników — mają zaangażowaną społeczność, spore zasięgi lub/i czymś się wyróżniają (na przykład pięknymi kadrami, pomysłowymi rolkami czy nietuzinkowymi recenzjami ). Jednak bez wątpienia większość z nich (jak nie wszyscy) zaczynało od barteru, następnie drobnych płatnych współprac, by później móc sukcesywnie dostawać większe wynagrodzenia za swoją pracę.
Mam nadzieję, że ten post rozwiał wszystkie Wasze wątpliwości.
Jeśli macie dodatkowe pytania, możecie zostawić je w komentarzu pod tym postem.
Dobro nie może istnieć bez zła (...). Są jak dwie nici DNA. Misternie i nieodwołalnie splecione ze sobą. Czasami wygrywa dobro, czasami zło. Nie walczymy o permanentny triumf dobra, lecz o równowagę. I tak już jest.
*****
Do lektury Mojej listy gości podeszłam z wielką ekscytacją, o tej książce przeczytałam bowiem mnóstwo pozytywnych opinii i liczyłam, że ta powieść równie mocno mnie zachwyci. Niestety nieco się rozczarowałam. Czekałam na kulminacyjny moment, po którym stwierdzę "Wow. To jest rzeczywiście piękna powieść". Jak się pewnie domyślacie, takiego momentu nie było, ale nie mogę też powiedzieć, że Moja lista gości to zła książka, po prostu ja oczekiwałam po niej czegoś innego.
(...) czy nie na tym polega miłość? Na odwracaniu wzroku od tego, co jest tak mroczne, tak ponure, że należałoby od tego uciec? A może miłość polega na tym, że dostrzegasz to wszystko, ale kochasz dalej?
Rebecca Serle miała niesamowity pomysł na fabułę. Sabrina, główna bohaterka, stworzyła przed laty listę gości, na której znaleźli się Audrey Hepburn (tak, ta Audrey!), nieżyjący tata Sabb, jej przyjaciółka, wykładowca z lat studenckich i były narzeczony. Te wszystkie osoby spotkały się z Sabriną w dniu jej trzydziestych urodzin. Czytając Moją listę gości, ciągle zastanawiałam się, kogo zaprosiłabym na taką kolację, z kim chciałabym się pożegnać, znów porozmawiać, ponownie przytulić, powiedzieć to, na co kiedyś nie miałam odwagi, jakie niezakończone sprawy ukryte głęboko w moim sercu pragnę wyjaśnić, a z kim po prostu chciałabym się ponownie spotkać.
Akcja tej powieści rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych — teraźniejszość, czyli urodzinowa kolacja Sabriny przeplata się z przeszłością, w której główne skrzypce gra związek głównej bohaterki z jej (byłym) narzeczonym. Uwielbiam w ten sposób poznawać historie, zawsze z niecierpliwością czekam, aż wszystko się ze sobą pięknie zazębi. W przypadku mojej listy gości z wielkim zainteresowaniem śledziłam każdy rozdział opisujący kolację, jednak muszę przyznać, że czułam niedosyt, bo mam poczucie, że ten niepowtarzalny czas był przez bohaterkę poniekąd zmarnowany. Pragnęłam dowiedzieć się więcej, poznać bohaterów siedzących przy stole bliżej. Za to dosyć szczegółowo miałam okazję śledzić historię Sabriny i jej narzeczonego. Ta relacja była gwałtowna, chaotyczna, niedoskonała, a jej zakończenie zasmuciło i zabolało.
Bałam się życia bez niego, oczywiście. Ale bardziej przerażało mnie jego życie beze mnie. Bałam się, czy przypadkiem w tej ciszy nie odnajdzie swojego szczęścia.
Rebecca Serle uzmysławia czytelnikowi, że nie warto odkładać na później tego, co dla nas ważne, że warto problemy rozwiązywać, gdy mamy taką sposobność, że czasem, gdy nie potrafimy otworzyć nowego rozdziału w życiu, warto pochylić się nad swoją przeszłością i ją zrozumieć. Moja lista gości pokazuje, jak ważne jest mówienie o swoich emocjach oraz danie sobie szansy na zrozumienie i wyjaśnienie trapiących nas spraw. Bo kiedyś czasu na to wszystko może zabraknąć, a my będziemy musieli żyć ze świadomością, że gdy mieliśmy okazję, nie wykorzystaliśmy jej należycie.
Dostrzegam i doceniam przesłanie tej powieści, jednak czuję, że potencjał tej książki nie został w pełni wykorzystany, czuję niedosyt... Brakowało mi emocji, o których tylu czytelników napisało w swoich opiniach po przeczytaniu Mojej listy gości. Cóż... Może sięgnęłam po tę powieść w nieodpowiednim momencie? A może najzwyczajniej w świecie ta książka nie jest dla mnie? Tego chyba nigdy się nie dowiemy, ale pewne jest jedno - skoro Moja lista gości podzieliła czytelników, warto poświęcić jej czas i wyrobić sobie na jej temat własne zdanie.
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Czwarta Strona.
Jak cudownie było wrócić do Krainy Zeszłorocznych Choinek! Przebywać w miejscu pełnym zapachu igliwia, imbiru, mandarynek, przyglądać się blaskowi bombek i wyobrażać sobie, że to choinki hulają radośnie wokół ogniska na wielkim placu, w krainie, w której na zawsze zachowują swą piękną, świąteczną postać. Jak w legendzie opowiadanej przez dziadka Bońka!
Z gramofonu płynęła skoczna świąteczna melodia. Stosy ciasteczek imbirowych malały, a wąsy z czekolady pod nosami mieszkańców rosły. Józefina z dumą obserwowała, jak zgromadzeni sąsiedzi przystrajają choinkę. To był znakomity pomysł, chwaliła się w myślach. Teraz już nikt nie zwątpi, że w Krainie Zeszłorocznych Choinek mieszka prawdziwy duch świąt.
Jak łatwo kogoś ocenić, gdy patrzy się tylko na fasadę. Ludzie są jak domy. Skrywają w sobie słoneczne poddasza, ciemne piwnice i mroczne zakamarki.Nie przewidzisz, co tak naprawdę w nich siedzi.
Kilka dni temu opublikowałam zestawienie świąteczno-zimowych książek dla dorosłych, tym razem zachęcam Was przejrzenia tegorocznych świątecznych premier dla najmłodszych. Jeśli jakiś tytuł Was zainteresuje, kliknijcie okładkę lub tytuł, a link afiliacyjny przekieruje Was do Empiku. 🎄
![]() |
| Premiera 29/10/2021 |
![]() |
| Premiera 27/10/2021 |
![]() |
| Premiera 03/11/2021 |
![]() |
| Premiera 08/11/2021 |
![]() |
| Premiera 11/11/2021 |
![]() |
| Premiera 10/11/2021 |
![]() |
| Premiera 10/11/2021 |
![]() |
| Premiera 10/11/2021 |
![]() |
| Premiera 19/11/2021 |
![]() |
| Premiera 24/11/2021 |
"Jack jest bardzo przywiązany do swojej przytulanki, Daj Prosia. DP jest z nim zawsze, na dobre i na złe. Nagle w Wigilię staje się coś strasznego – DP ginie. Na szczęście Wigilia to noc cudów i przegranych spraw. W tę noc życie wstępuje nawet w zabawki. Gwiazdkowy Prosiaczek, nowa przytulanka Jacka (beznadziejny zamiennik starej), ma śmiały plan: udadzą się razem w magiczną podróż, aby odnaleźć to, co utracone, i ocalić najlepszego przyjaciela, jakiego Jack kiedykolwiek miał…"
"Gwiazdkowy Prosiaczek" to emocjonująca i podnosząca na duchu powieść przygodowa o więzi chłopca i jego ukochanej przytulanki oraz o tym, na jak wiele potrafi się on zdobyć, by odzyskać swój skarb. To książka jednotomowa, niepowiązana z wcześniejszymi utworami J.K. Rowling, skierowana do dzieci w wieku 8+.
Tę powieść pióra autorki zaliczanej do największych pisarzy świata pokochają całe rodziny.
![]() |
| Premiera 12/10/2021 |